Odzyskanie dostępu
Krok po kroku odzyskaliśmy dostęp do hostingu, tak żeby to klient miał nad nim kontrolę, a nie przypadkowa osoba z przeszłości.
Na co dzień robimy strony i marketing dla firm z branży budowlanej. Czasem bierzemy projekt spoza niej, jeśli wiemy, że dowieziemy go na tym samym poziomie. Tak było z AlpenXplore, biurem podróży, które organizuje wyjazdy na via ferraty i narty w Alpy. Zaczęło się od ratowania niedziałającej strony, a skończyło na całkowicie nowej stronie i systemie, który sam przyjmuje rezerwacje, umowy i wpłaty.
Biuro podróży to nie firma budowlana, ale problem był znajomy. Właściciel dobrze robi swoją robotę, ludzie wracają na kolejne wyjazdy, a strona zamiast pomagać, przeszkadza. Biuro sprzedaje wyjazdy w konkretnych terminach, na każdy jest ograniczona liczba miejsc, a klient podpisuje umowę i wpłaca zaliczkę. Hurtownia albo sklep budowlany z wypożyczalnią sprzętu działa bardzo podobnie. Ma ograniczoną liczbę maszyn, każdą wynajmuje na konkretne dni, podpisuje z klientem umowę najmu i bierze kaucję, zanim sprzęt wyjedzie z magazynu.
Nie bierzemy każdego zlecenia spoza budownictwa. Zanim się zgodzimy, sprawdzamy, czy rozumiemy, jak klient zarabia, i czy jesteśmy w stanie zrobić to dobrze, a nie tylko jakoś. Tutaj odpowiedź była prosta, więc wzięliśmy projekt.
Strona przestała działać, a osoba, która się nią zajmowała, od dawna jej nie pilnowała.
Klient przyszedł do nas ze stroną, która po prostu nie działała. Nikt jej nie aktualizował, nikt nie odpowiadał na pytania o dostęp, a biuro w tym czasie traciło klientów, którzy wpisywali adres i widzieli błąd. Zanim w ogóle mogliśmy myśleć o nowym wyglądzie, trzeba było odzyskać kontrolę nad tym, co już było.
Krok po kroku odzyskaliśmy dostęp do hostingu, tak żeby to klient miał nad nim kontrolę, a nie przypadkowa osoba z przeszłości.
Przenieśliśmy stronę na nowy, pewny serwer. Klient dostał komplet dostępów, a my mamy pewność, że nic nie wisi na czyimś prywatnym koncie.
Całkowicie nową stronę postawiliśmy na domenie, którą biuro miało od lat. Stali klienci wpisują ten sam adres, a nazwa, na którą firma pracowała, nie przepadła.
Nie zaczynamy od gotowego szablonu. Najpierw siadamy z klientem i razem spisujemy wytyczne. On mówi, jak wygląda jego praca, kim są jego klienci i co go dziś najbardziej męczy. My podpowiadamy, co na stronie może działać lepiej, czego potrzebujemy, żeby to zbudować, i co w obecnym sposobie sprzedaży warto poprawić.
W przypadku AlpenXplore wyszło na przykład, że przy każdym wyjeździe muszą być widoczne terminy, cena, zaliczka i to, co jest w cenie. Że uczestnik potrzebuje informacji o ubezpieczeniu i sprzęcie, zanim zapyta. I że właściciel nie może dzwonić do programisty za każdym razem, gdy zmienia się termin albo cena.
Dopiero z takiej listy powstaje projekt. Klient wie, za co płaci, a my wiemy, co ma być gotowe na końcu.
Strona z ofertą, kalendarzem wyjazdów, umową online i panelem dla właściciela.
Na początku plan był skromny. Strona wizytówka z ofertą wyjazdów, ale z jedną rzeczą, której większość wizytówek nie ma. Klient miał móc zapisać się na wyjazd od początku do końca bez telefonu i bez wysyłania skanów. Wygląda to tak.
W kalendarzu widać wszystkie terminy. Po kliknięciu daty pojawia się cena, zaliczka i liczba wolnych miejsc.
Uczestnik wpisuje swoje dane raz. Zamiast numeru PESEL podaje tylko datę urodzenia, której potrzebuje ubezpieczyciel.
Dane same wskakują do umowy. Uczestnik czyta ją na ekranie i akceptuje, a kopia w PDF trafia na jego maila i do biura, razem z datą i godziną akceptacji.
Na końcu uczestnik płaci samą zaliczkę. W pierwszej wersji BLIK-iem na telefon albo zwykłym przelewem, z gotowym tytułem do skopiowania.
Kiedy właściciel zobaczył gotową stronę, sam zaproponował kolejne kroki. Pierwszym był blog. Piszemy w nim o tym, o co pytają osoby, które jeszcze nigdy nie były na ferracie. Co to w ogóle jest, czy da się zacząć bez doświadczenia, jaki sprzęt jest potrzebny. Wpisy pojawiają się regularnie i każdy prowadzi do konkretnego wyjazdu.
Drugim krokiem było SEO. Strona startowała praktycznie od zera, bez historii w Google. Zaczęliśmy od analizy konkurencji. Sprawdziliśmy, na jakie słowa kluczowe pokazują się inne biura organizujące ferraty i wyjazdy narciarskie, czego ludzie u nich szukają i które ich podstrony ściągają najwięcej osób.
Na tej podstawie rozwijamy treści i podstrony AlpenXplore. Chcemy, żeby strona pokazywała się wysoko wtedy, gdy ktoś szuka wyjazdu na ferraty albo narty w Alpy, i żeby trafiał prosto do konkretnego terminu, który może od razu zarezerwować.
Największą decyzją było podłączenie bramki płatności. Klient chciał, żeby uczestnik mógł zapłacić zaliczkę od razu, BLIK-iem albo szybkim przelewem, bez przepisywania numeru konta. Wybór padł na Przelewy24. Od tego momentu z małej wizytówki zrobił się system sprzedaży.
Bramka płatności nie działa sama. Potrzebuje sklepu, z którego przyjdzie zamówienie.
Przelewy24 nie przyjmą wpłaty „za wyjazd” wpisanej w formularzu kontaktowym. Muszą dostać konkretne zamówienie z numerem, kwotą i danymi klienta, a potem odesłać informację, czy pieniądze doszły. Strona biura takiego mechanizmu nie miała, więc zaprogramowaliśmy go od zera.
Powstał system rezerwacji z koszykiem. Wybrany wyjazd i termin trafiają do koszyka razem z podpisaną umową, a koszyk pokazuje, ile trzeba zapłacić teraz, a ile później.
Całość wdrażaliśmy razem z Przelewy24, według ich wytycznych. Regulamin z zasadami płatności i zwrotów, akceptacja regulaminu w koszyku, informacja o operatorze płatności, logo bramki na stronie. Każdą ścieżkę przetestowaliśmy najpierw na kopii strony i w trybie testowym bramki. Na prawdziwą stronę trafiła dopiero wtedy, gdy testowe płatności przechodziły bez zarzutu.
Przelew tradycyjny i BLIK na telefon zostały jako dodatkowa opcja dla osób, które wolą zapłacić po swojemu.
Kalkulator, konfigurator albo formularz z wyceną. Powiedz, jak dziś sprzedajesz, a podpowiemy, co da się zautomatyzować.
To najważniejsza część systemu. Gdy bramka zaksięguje wpłatę, co zwykle trwa kilka sekund, miejsce na wyjeździe rezerwuje się samo. Nikt nie musi sprawdzać konta, odpisywać na maila ani poprawiać listy uczestników.
Właściciel widzi w swoim panelu nowe opłacone zamówienie, a w terminarzu wyjazdów liczba wolnych miejsc spada o jedno. Ta sama zmiana od razu pojawia się na stronie, więc kolejna osoba, która ogląda ten termin, widzi aktualny stan.
Gdy zostają trzy wolne miejsca albo mniej, przy terminie pojawia się napis, że zostały ostatnie miejsca. Nikt nie musi go dopisywać ręcznie.
Przy zerze termin dostaje napis o braku miejsc, a formularz dla niego przestaje działać. Jeśli w międzyczasie termin się zapełni, system nie przyjmie już zaliczki od kolejnej osoby.
Sama umowa bez wpłaty miejsca nie blokuje. Jedna wpłata zajmuje dokładnie jedno miejsce, nawet gdy bramka wyśle potwierdzenie dwa razy albo klient odświeży stronę.
Zadbaliśmy też o sytuacje, które zdarzają się rzadko, ale się zdarzają. Jeśli potwierdzenie z bramki z jakiegoś powodu nie dotrze, strona sama zapyta Przelewy24 o stan płatności, gdy klient wróci z bramki. A gdy ktoś zapłaci zwykłym przelewem, właściciel klika w panelu „opłacone” i dzieje się dokładnie to samo, co przy płatności online.
Strona ma własny panel, w którym właściciel sam wprowadza zmiany. Zaprojektowaliśmy go tak, żeby obsługa nie wymagała żadnej wiedzy technicznej.
Do tego dochodzą maile. Biuro dostaje powiadomienie o każdej podpisanej umowie i każdej wpłacie, a uczestnik potwierdzenie z kwotą, terminem i danymi do dopłaty reszty.
Biuro, które miało niedziałającą stronę, sprzedaje dziś wyjazdy online, od wyboru terminu po wpłatę zaliczki.
Cała ścieżka zapisu dzieje się bez udziału właściciela. Uczestnik wybiera termin, akceptuje umowę i płaci, a właściciel dostaje gotowe zamówienie z umową w PDF i zajętym miejscem. Telefon służy do rozmowy o wyjeździe, a nie do przepisywania danych i sprawdzania, kto już zapłacił.
Klient ma też wreszcie pełną kontrolę nad swoją stroną. Dostęp do hostingu ma u siebie, terminy i ceny zmienia sam, a blog i pozycjonowanie pracują na kolejne sezony.
Wyjazd w Alpy i pomiar tarasu sprzedaje się bardzo podobnie.
Terminy, ograniczona liczba miejsc, umowa i zaliczka. W biurze podróży to codzienność, ale dokładnie te same rzeczy ma na głowie hurtownia, która sprzedaje materiały budowlane lub wynajmuje sprzęt, i firma, która planuje pracę ekip na kilka miesięcy do przodu. Wszystko, co zbudowaliśmy dla AlpenXplore, da się przełożyć na budownictwo.
Nie każda firma potrzebuje płatności online od pierwszego dnia. Często wystarczy kalendarz i umowa, a bramkę dokłada się później, tak jak zrobiliśmy to dla AlpenXplore. Ważne, żeby strona od początku była zbudowana tak, że da się ją rozbudować bez stawiania wszystkiego od nowa.
Powiedz, jak dziś wygląda u ciebie umawianie terminów i branie zaliczek.
Zaczynamy od rozmowy. Opowiadasz, ile czasu tracisz na telefony, przepisywanie danych i pilnowanie wpłat. My mówimy, co z tego da się przenieść na stronę i od czego zacząć, żeby szybko było widać różnicę. Jeśli uznamy, że w twoim przypadku nie ma to sensu, też to powiemy.